Druga fala
Na Ziemiach Jałowych Popłoch i rwetes Coś przyszło zza morza I z ust do ust wędruje jak plotka Że wkrótce zagrzmi ryk trąby I stosy ciał na ulicach Pieprzona zagłada Gdy nuda nas spala I nic nowego nie daje nam świat Podobno gdzieś w szwach pękają kostnice Już doły z wapnem szykują Czekam i patrzę Za oknem pusto, bruk szary jak czas Mimo, że milczeć wypada, ja mówię: Najnudniejsza apokalipsa jaką widziałem A chociaż pierwsza wciąż płynie Tak gorzka i dziwna To w głębi narasta, czuje ją silnie - Idzie druga Druga fala Rozczarowania
Submitted by SerpentEve — Jun 16, 2026
Życie wieczne - na moim ekranie gonią nas trumny tuż przed śniadaniem I widzę i czuję i ciągle oddycham. Ostrożnie, krok za krokiem przez miasto przemykam Coś czai się i zbliża, coś stale szuka drogi. Skąd mam kurwa wiedzieć, może to już jest w tobie? Nie zbliżaj się! Zupełnie jakby zalęgły się robaki w codzienności życia wiecznego Nie mogę już na to patrzeć ale i tak muszę zobaczyć. Przyjąć nową dawkę, z rutyną jak pacierz Nie zbliżaj się! Jest krew, są kości, tkanki i neurony, w jelitach gówno i chuj mnie to obchodzi Nic nie muszę wiedzieć, po prostu zaczekam Jestem, byłem, będę - mam sterylnie czyste ręce
Submitted by Dahmers Fridge — Aug 14, 2026
Coś weszło z ciemności, w te miasta puste i dziwne. Jak kłęby mgły snują się myśli po ulicach, bojąc się spotkać. Dalej chodź, nie bój się, pójdziemy tą starą aleją, będziemy głośno śpiewać zmarłym, jesteśmy z tej samej przestrzeni. A noc nas łączy i lęk nas łączy, stary oszust i bliski przyjaciel. Dalej, chodź, przez prastare korytarze, przez ruiny i samotne wstęgi asfaltu. Jesteśmy z dymu, jesteśmy z tych słów, które tworzą nieustanny szum, z obrazków. Chodź, nie powiem ci, że jesteś bezpieczny, powiem, że jesteśmy sami, zamknięci w tym mieście bez klamek. I nic nas nie zbawi. Nie uciekniemy gdy płonie codzienność życia wiecznego. Czy czujesz jak w głębi narasta? Gdy płynie fala za falą, a noc się kłębi i wrzeszczy. Jesteśmy sami, nie bój się podać mi ręki, bo może wieczność to właśnie ta chwila? Coś przylepiło mi się do myśli, a wszystko co mam, to wszystko co widziałem. Stare, banalne obrazy. Skrwawiony księżyc nad blokiem, czyjaś na wpół zamazana twarz, widok z okna na dym z kominów. Rozbite fragmenty wieczności
Submitted by Dahmers Fridge — Aug 14, 2026
Jak dziwnie duszno jest w domu Jakby przez otwarte okna wpadał dym Zamiast tlenu, a już rzygam gdy Usta otwiera i wiem: Jutro też pójdę na spacer Rozprostować krzyk Tyle go w nas że wylewa się Nawet u mnie na zadupiu Jesień jest piękna gdy płoną Ulice, a gniew się unosi nad miastem W kieszeniach mam tyle ciężkich słów Że popękają chodniki Jesień jest piękna gdy płoną Ulice, a gniew się unosi nad miastem Coś poczuć wreszcie, dotknąć ciemności Z kopa wyjebać światu w twarz I szydzić gdy krwawi Z odrazą splunąć, pójść dalej Ty myślisz że mnie to obchodzi? Mam gdzieś twój brzuch i czyjąś czarną dupę Chcę tylko nasycić się wrzaskiem I śmieję się w głos gdy ktoś mówi: „Może coś…?” Znowu nic Po prostu chodź Chodź ze mną na spacer
Submitted by SerpentEve — Jun 16, 2026
A schowaj mi szybko pod ziemię To brzydkie, brzydkie gnijące W tej twarzy niemal poznaję siebie Więc szybko odwracam oczy Umaluj to ładnie na chwilę Umaluj i wystaw na zimne Zimne, wyschnięte oczy A kiedy się psuć coś zaczyna A jeszcze jest lekko na chodzie To dbać o to trzeba jak o psa Lub jakąś antyczną komodę I mówisz spokojnie tej rzeczy Że dobrze wiesz, że rozumiesz I będziesz to trzymać ile się da Bezpiecznie w chłodnej piwnicy A potem szybko pod ziemię To brzydkie , brzydkie gnijące W tej twarzy niemal poznaję siebie Więc szybko odwracam oczy
Submitted by SerpentEve — Jun 16, 2026
(<em>Instrumental</em>)
Submitted by Dahmers Fridge — Aug 14, 2026